 |
|
 |
 |
 |
Dwa tygodnie temu, sponsor Śląsko-Zagłębiowskiej Ligi Pokera - Betsson - ufundował zwycięzcy kolejki wyjazd na poker cruise do Norwegii. Nice. Jako, iż pływać lubię, pomyślałem, że fajnie byłoby wziąć udział w tej imprezie. Jak pomyślałem tak zrobiłem, wygrałem turniej i (...) jestem w samolocie do Oslo.
|
Norweska stolica wita nas mroźną, choć słoneczną pogodą. Nas, to znaczy mnie i polską załogę Betssona. Fotografujemy się z kilkoma zabytkami, smakujemy miejscowej kuchni i czym prędzej udajemy się do przystani promowej - wszak jesteśmy bardzo ciekawi jak to będzie wyglądać.
Gdy przyjeżdżamy pod terminal Stena Line, nie wiem czy czeka mnie poker cruise czy pokaz mody. Wszyscy Skandynawowie są tak trendy, że aż passe... no nic, tak tu mają. Znajdujemy naszą przytulną kabinkę po czym ruszamy zwiedzać okręt. Wychodzimy na taras widokowy i gapimy się przez chwilę na pokryte śniegiem fiordy. Ładne. Gdy tylko prom odbija od nabrzeża ruszamy do baru. Drink, drugi drink... ok, czas coś zagrać. W turnieju głównym zostałem przydzielony do heat 3, którego start zaplanowano dopiero na 23.00. Dla rozgrzewki postanawiam pokarmić "sloty". Hmm, nie chcą żreć, wypluwają za to mnóstwo jednokoronówek. Gdy monety z dziurką nie mieszczą się już w kieszeni, przestawiam się na ruletkę. Sympatyczna krupierka, wygram trochę to się z nią podzielę. Stawiam całego buy-in na 1-12... 35, re-buy, znowu 1-12... 36, grrrr.
W międzyczasie stoliki i sit&go'y rozkręcają się na całego. W sali high rollers rozgrywany jest turniej z wpisowym ileś tam tysięcy dolarów. Główna gwiazda to Dan Harrington, grający jak zwykle w klasycznej czapeczce Boston Red Socks. Niestety, mój heat coraz bliżej i nie mam czasu zagrać, koncentruję się w barze. W końcu nadchodzi wyznaczona godzina i w bojowym nastroju ruszam do gry... jednak organizatorzy informują o opóźnieniu - "zaczniemy za godzinę". To samo mówią o 24.00 i o 01.00. Na szczęście "dobrze ich przeczytałem" i udałem się wcześniej na pierwszą od 48 godzin drzemkę.
W końcu o drugiej w nocy zaczynamy. Ku swojemu zaskoczeniu jestem zupełnie rześki i mogę grać na 100%. Przedstawiam się modnemu towarzystwu mówiąc: "Hi, I'm Chris from Poland" ("from Holland?"), prosząc zarazem o używanie, w miarę możliwości, angielskiego. No problem, wszyscy władają tym językiem biegle i ogólnie są sympatetyczni. Niestety, organizatorzy postanawiają zlikwidować poślizg czasowy w dość nietypowy sposób - wprowadzają turbo-ultra-szybkie blindy. Po pół godzinnej grze i rozegraniu może 20 rozdań wynoszą one 200/100 podczas gdy stack startowy to 1000! W rezultacie moja A-game przejawia się jedynie w dwóch zagraniach:
W pierwszym, jestem UTG i podbijam o 2,5 BB z ręką:
Sprawdza tylko zawodnik na lewo ode mnie. Flop:
Gość grał dotychczas tight i te karty nie mógły mu pomóc. Continuation bet załatwia sprawę.
Drugie rozdanie zaczynam z 1025 żetonami i jest to ostatnia ręka przy blindach 100/50 - w następnej wzrosną one do 200/100 a moje M spadnie do 3. Niefajnie. Zagrywam jako pierwszy na UTG+1. Dostaję kartę:
i podbijam do 300, jeden gracz sprawdza. Flop:
jest moim przyjacielem. Czekam, rywal podbija o 200 i automatycznie semi-blefuję wchodząc all-in. To moje standardowe zagranie w tego typu sytuacji. Mam całkiem fajne drawy i przede wszystkim, duże folding equity - przeciwnik musi zrzucić sporo fajnych kart... niestety, nie może spasować:
No nic, ciągle mam 45% szans, że trafię mój draw i podwoję się. Turn i river przyniosły kolor... niestety nie mi :( Pocieszam się, że nie jestem w najgorszym towarzystwie - także Harrington odpadł ze swojego turnieju. Najwyższy czas do łóżeczka.
O 7 rano budzi mnie głos kapitana, który przez megafon ogłasza, że wchodzimy do Frederikshavn. Zwlekam się z wyrka i idę na taras zobaczyć co ciekawego oferuje to duńskie miasteczko. Dookoła tylko stoczniowe dźwigi, przetwórnia ryb... w połączeniu z szaro-burą aurą tracę ochotę na wycieczkę. Idę na śniadanko. Full wypas. Dopijając kawkę zaglądam do sali obok i... przecieram oczy ze zdziwienia - kilkanaście pełnych stolików! O siódmej rano, wtf ?! Ci Skandywawowie to doprawdy poker freaks... O tej porze chyba nie mogą grać za dobrze, trzeba to wykorzystać...
...zamieniam 1000NOK na żetony i siadam do stolika 5/10 NL. W pierszym rozdaniu dostaję:
i sprawdzam podbicie do 30. Flop:
Stukam w stolik, kolejny gracz także czeka i ostatnik zawodnik podbija o pot. Ja re-raise za 300 - niech płaci jeśli gra z czymś w rodzaju:
,
lub drawuje z

Tymczasem Skandynaw nie zamierza się ze mną patyczkować i zagrywa mojego all-in'a. "Do you have a flush?" - pytam retotycznie - "I call":
Zajefajnie. Ciągle jednak mam 34% szans na fulla. "C'mon dealer, you can do it" - zagaduję do sympatycznej Norweżki. Nie mogła... Najwidoczniej wody Cieśniny Kattegatt nie są przyjazne dla fish z Polski. Idę spać.
Po południu na statku robi się pusto - wszyscy odsypiają ciężką noc. Na scenie sali teatralnej toczy się finał turnieju głównego. Sven jakiśtam-sson rywalizuje z Egonem jakimśtam-senem o czek w wysokości prawie $100.000, jednak zainteresowanie publiczności do największych nie należy. Mnie również ta rywalizacja nie pasjonuje, zwłaszcza, że żołądek domaga się obiadku - idę do restauracji. Ooo, tu są wszyscy. Spory tłumek próbuje dopchać się do najlepszych smakołyków.
Ktoś depcze mi po pięcie - "Koleś, uważaj jak..."
- Cześć Dan !!
- Siemka.
- Mogę Ci zadać kilka pytań? - nie codziennie trafia się okazja do rozmowy z mistrzem World Series.
- Jasne, dawaj.
- No więc, dostaję AK... - no dobra, żartowałem, nie zadałem mu aż tak głupiego pytania. Interesuje mnie natomiast inna kwestia.
Wielu zawodników twierdzi, że mogą spasować pewną, niewielką przewagę, jeśli wymaga to sprawdzenia all-ina i grozi odpadnięciem z gry - wszak grają lepiej niż pozostali i mogę zdobyć te same żetony w dalszej części turnieju, ponosząc mniejsze ryzyko. Tymczasem, jeśli czytaliście Harrington on Holdem, to wiecie, że pot odds rządzą. Tak więc o ile coin-flipa można spasować, to spasowanie większej przewagi jest już kardynalnym błędem. Greg Raymer twierdzi, że nigdy nie pasuje przewagi 60/40, nawet jeśli wiąże się to z grą all-in i odpadnięciem z turnieju w czterech przypadkach na dziesięć. Ja zgadzam się z nim w zupełności, byłem jednak ciekaw co myśli o tym sam Harrington:
- Dan, pierwsze rozdanie World Series of Poker i cały twój stolik wchodzi all-in. Jakimś cudem wiesz, że masz 20% szans na wygranie tej ręki a zatem masz fantastyczne oddsy, jednak w większości przypadków odpadniesz. Sprawdzasz?
- Easy call, man.
Trochę zbity z tropu tą szybką i zwięzła odpowiedzią próbuję ponownie:
- Masz AJ, ja mam KQ, ty masz 60%, ja 40%. Zagrywam twojego all-in'a i pokazuję Ci karty. Sprawdzasz?
- Man, easy call.
Ok, usłyszałem co chciałem usłyszeć. Postanawiam nie drążyć tej kwestii, zwłaszcza, że Dan nakładał właśnie ostatnią porcję sałatki na swój tależ. Na odchodne zapytałem tylko:
- Kiedy ukaże się Volume III twojej książki?
- W maju, najpóźniej w czerwcu.
- Dzięki, smacznego.
- Trzymaj się.
Super, wkrótce moje umiejęstności wzrosną o 50% (bo na dotychczasowe składają się głównie Harrington on Holdem I i II) Kończę obiadek i patrzę przez okno. Jesteśmy w Oslofjordzie - nasz rejs wkrótce się zakończy. Jeszcze tylko obowiązkowa wizyta w sklepie bezcłowym i...
...jestem w Polsce, czekając na kolejną pokerową przygodę. Poker cruise to naprawdę niesamowita sprawa - impreza Betssona trwała raptem dwa dni a dostarczyła niezapomnianych wrażeń. Jak zatem bawią się uczestnicy takiego rejsu:
http://www.cardplayercruises.com/06/ancientwonders06.htm ? Eh, rozmażyłem się, narazie.
pzdr.
Chris
PS. Dzięki dla:
- Betssona, za zorgranizowanie mojego wyjazdu,
- Palo, za ligę i nie tylko,
- Borygo, za deal umożliwiający wygranie mi satelitki.
Trochę fotek:
|
|
 |
 |
| |
 |
 |
Wynik głosowania: 4.66 Głosów: 3 |
|
 |
 |
|